poniedziałek, 22 grudnia 2008

Morze zimą

Z początkiem grudnia znowu jedziemy do Kołobrzegu - ja, mama i babcia Irena. Mamy zamiar zostać aż do nowego roku, dlatego bierzemy sporo rzeczy. Do pociągu wiozą nas dwa auta - taxi i wujek Maciej. Ledwo mieścimy się w przedziale. Podróż mija bez większych sensacji.

W Kołobrzegu jestem strasznie senny - ten klimat mi sprzyja. Na spacerach śpię jak zaczarowany, nawet do 2 godzin! Po południu robię sobie kolejną drzemkę. Coraz ładniej jem. Bardzo smakuje mi ryba (specjalność babci Ireny) i serki homogenizowane. Hitem są parówki, które pochłaniam niemal codziennie - dzielnie towarzyszy mi w tej dyscyplinie dziadzio Józio. Czas mija nam bardzo spokojnie. Mamę wzięło na czytanie, czuwa nade mną w nocy i czyta czasem do białego rana:). Ja, muszę się pochwalić, również mam pewne osiągnięcia w tej dziedzinie - w książeczce Małe stworzenia potrafię pokazać osę, wskazuję paluszkiem i mówię tiuu! Umiem też kopać piłę i udawać konika ustami! Tego wszystkiego nauczył mnie dziadek!

Spodobała mi się również na nowo czynność kąpania, co do której nabrałem dystansu po kąpieli w basenie. Tutaj leją mi cieplutką wodę i mogę siedzieć ile wlezie. Pewnego razu tak się rozluźniłem, że zrobiłem do wanny qpkę. Mama i babcia łapały ją i trafiały do ubi:) Ale miały ubaw! Nie dały mi dokończyć, tak się śmiały. Dokończyłem zatem po kąpieli centralnie na spodnie mamy. Mama biegnąc do łazienki wskoczyła w dwa różne kapcie. Nie mogę tutaj napisać jakie były tego wszystkiego konsekwencje - obiecałem nie zdradzić mamy ani babci:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz