Święta zaczynają się dla nas wyjątkowo 23 grudnia, ponieważ po dwóch tygodniach przyjeżdża do nas tata. Na początku trochę się boję i muszę sobie przypomnieć kto to:) Potem jest bardzo, bardzo fajnie. Przed kąpielą robię tacie "A kuku" biegając jak Pershing wokół mamy. Śmieję się do rozpuku.
Wigilia - pierwszą swoją Wigilię spędzam w gronie rodziców, dziadków z Kołobrzegu, cioci Dany, Beaty, Laury i Robcia. Siedzę ładnie przy stole, bardzo smakuje mi zupa rybna (ulubiona mojego taty). Dostaję nocnik! A dziadkom bardzo podoba się nasz prezent - kalendarz. W Wigilię robię pierwszy krok - idę od fotela do stołu. Parę dni później odkrywam, że świętnym pseudochodzikiem jest kosz na zabawki. Szuram nim po całym domu nabierając niezłej prędkości (prawie jak Audi). W pierwszy dzień świąt idziemy do cioci Boguni i wujka Jasia. Tego dnia robię po raz pierwszy użytek z nocnika sikając do niego! Ale jestem gość, owacjom nie ma końca, dzięki czemu orientuję się, do czego służy i że słusznie postąpiłem.
Drugi dzień świąt spędzamy w domku przed kominkiem. Nudzi mi się, więc włażę na okno. Trudno, co robić...



