poniedziałek, 9 marca 2009

U Doniów


Wujek Dominik ma urodzinki, jedziemy na imprezkę. Poznaję Julkę, bawię się z Oktawianem. Jest super! Dużo zabawek, ludzi i piesek! A to ja lubię! Jeżdżę na samochodziku Oktawiana, bawimy się w domku, z tatą śmigamy zdalnie sterowanym samochodem. Wszystko byłoby cudownie gdyby nie gardło - nie mogę od rana nic przełknąć, mam takie paskudne pleśniawki:( A na stole takie pyszne jedzonko...

Mam roczek!


I jestem gość! Do południa spędzam czas z babcią Ireną. Jemy śniadanko, bawimy się, idziemy na spacerek, jemy drugie śniadanko, czasem zasypiam w foteliku samochodowym. Koło 13 wraca z pracy mamusia. Tęsknie, ale jestem dzielny i wcale nie marudzę, bo babcia świetnie sobie radzi i czas szybko płynie.
Nadal uwielbiam parówki, lubię też Danonki. Ale nie jestem wielkim żarłokiem. Jedzenie w dalszym ciągu sprawia mi trudność, chociaż odkąd mogę sam jeść sprawia mi coraz większą frajdę. Jestem niezły spryciarz - wydłubuję sobie paróweczkę, a bułeczka ląduje na ziemi:) Skoro mam wybór...
Lubię się bawić i wygłupiać - jestem coraz bardziej komunikatywny. Coraz bardziej lubię spacery, wychodząc z domu robię misiowi "papa", a na klatce schodowej krzyczę głośno "da". Robię "a kuku" zza słupów, często się z nimi zderzając. Moje ulubione zabawki to samochody, kable, klucze, książeczki, piłeczka, laptop i przytulanka Kubuś Puchatek, którego ujeżdżam. W książeczce potrafię pokazać misia i żabkę. Nadal nie chodzę, chociaż coraz częściej próbuję. Lubię jak ktoś z dorosłych prowadzi mnie za rączki. Już chciał bym chodzić, ale boję się. Nie znoszę się kąpać ostatnio, brr

poniedziałek, 2 marca 2009

Moja mama idzie do pracy

Nadszedł ten dzień...mama poszła do pracy. Ja zostałem z babcią Ireną i babcią Ulą. Byłem całkiem grzeczny! Babcie tylko nie umiały mnie uspać i troszkę marudziłem, ale cały dzień byłem bardzo dzielny. Mama tak bardzo spieszyła się do domu, że wróciła w nie swoim płaszczu:) Ale jest dobrze, babcie pokazują mi ciekawe rzeczy, bujają, lulają, chodzimy na spacery i czas szybko płynie. Gorzej to sobie wyobrażałem. Czasem tęsknię do cyca, ale trudno, co robić...
Drugiego dnia jak mamusia wróciła z pracy podczas karmienia powiedziałem pięknie "mama". W przyszłym tygodniu zostanie ze mną babcia Irena. Babcia jest sprytna, na pewno sobie poradzi!

niedziela, 1 marca 2009

Rok z Jasiem z perspektywy mamy


Moje życie wywróciło się totalnie do góry nogami. Zmieniło się praktycznie wszystko, od prozaicznych czynności począwszy, poprzez zmianę światopoglądu i zupełne wszystkiego przewartościowanie.
Harmonogram dnia mierzony jest liczbą przewiniętych pampersów, odsadzaniem na nocnik, ilością przerzutych parówek, łyżek zjedzonej kaszki, zupki czy innej papki, codziennym spacerem, kąpielą oraz rytuałem odkładania do snu. W kalendarzu zamiast dat jakiś spotkań w kancelarii pojawiły się informacje dotyczące liczby kupek, godzin podawania piersi, wyliczanki prawy-cyc-lewy-cyc, witamin, nocnych pobudek, dat szczepień, itp. Wszelkie czynności z początku tak trudne i wykonywane z wielką nieporadnością weszły mi w krew. Przewijam biegającego po pokoju Jaśka i robię to całkiem szybko, biorąc pod uwagę fakt, iż jest dosłownie w ciągłym ruchu. Karmienie piersią (tak trudne na początku) teraz jest banalnie proste - karmię na każde żądanie, zawsze i dosłownie wszędzie:)
Myśli cały dzień krążą wyłącznie wokół Jaśka - za mało jadł, za dużo zjadł (sporadycznie), mało sika, często sika, słaby strumień, nie ma kupki, jest luźna kupka lub zbyt twarda...będzie płakał na spacerze, nie będzie, kichnął - Boże, żeby tylko nie był chory...
Dla tych z Was, którzy nie mają dzieci może się to wydawać przerażające - bo i bywa!:) zwłaszcza jak brzdąc budzi się co godzinę w nocy i człowiek po roku ma już serdecznie dość...ale wystarczy uśmiech, całusek, przytulanko, słowo "mama" tak nieporadnie-słodko wypowiedziane w trakcie karmienia i wszystko wydaje się proste i sensowne. Tak sensowne! Wreszcie wszystko nabiera sensu - musisz być twarda, bo ta mała istotka nie poradzi sobie bez ciebie, tak bardzo cię potrzebuje...
To nieprawdopodobne, bo wszystkie te zmiany w sposobie myślenia następują z chwilą narodzin dziecka, zaczynasz być w pełnej gotowości 24h na dobę, śpisz czujnie i jesteś na każde zawołanie. Nawet jeśli nie ma cię fizycznie przy dziecku, myślami jesteś z nim. Już nigdy nie jesteś tak spokojna jak kiedyś, ale też nigdy wcześniej nie czułaś się tak potrzebna i dowartościowana. Moja mama zawsze mówiła "zobaczysz jak będziesz miała swoje dzieci" - rzeczywiście wtedy wszystko się zmienia. Z niedowierzaniem odkrywam teraz jak bardzo:)
Dzień narodzin mojego syna był najpiękniejszym dniem w moim życiu i pomimo trudu dnia powszedniego, rutyny, której nie sposób uniknąć wykonując tysiące razy te same czynności, nie wyobrażam już sobie życia bez mojej małej Szelmy.
Niedawno przeczytałam w jakimś wywiadzie ładne zdanie dotyczące macierzyństwa, że rola matki to jedyna rola zasługująca na Oskara. Dziękuję zdobywczyni aż trzech takich Oskarów - mojej wspaniałej mamie i mamie Irenie za Szymona!

sobota, 28 lutego 2009

Moje pierwsze urodzinki


Mamusia dzień przed imprezą udekorowała mieszkanie - zrobiła plakat na drzwi wejściowe i ozdobiła ścianę w pokoju. Trochę pojechała z balonami, bo kupiła z napisem "Happy 4th birthday" - ale będzie na zaś.
Goście zaczęli się zjeżdżać już w piątek - przyjechała babcia Irena i dziadek Józio. W sobotę z samego rana dołączyli babcia Ula i dziadek Julek, wujek Paweł i Wojtek i ciocia Mariola. W południe byliśmy już w komplecie - przyjechali babcia-pra Cecylia, wuja Tom, ciocia Madzia i Michalina. Impreza rozpoczęła się od pysznego obiadku (całe jedzonko przygotowała ciocia Mariola - było pyszne!). Zjadłem pięknie rosół z kaczki i kluseczki śląskie z sosikiem z rolad. Zgodnie z tradycją wybierałem fanty, które teoretycznie mają wskazać jakie mam zapędy na przyszłość. Ku radości zebranych wybrałem kolejno - książeczkę, kieliszek, forsę i różaniec.
Po obiadku był tort - piękny zielony garbus! Odśpiewano mi "Sto lat", a ja w podziękowaniu biłem ładnie gościom brawo:) Taki jestem gość, a co! Babcia odkroiła mi zderzak, który sam, własnoręcznie zjadłem. Wyglądałem interesująco po zakończeniu tej czynności:) Ale byłem szczęśliwy!
Dostałem piękne prezenty, stołeczek od prababci Celi, na którym siedziała jak sama była taka mała jak ja, samochód straży pożarnej, książeczki, ramki z moimi zdjęciami, kasę na fotelik samochodowy, misia, wóz farmerski, jeansy i koszulkę polo, stylowe literki tworzące moje imię i papugę z latarką.
Tego dnia, jak przystało na roczniaka, zachowywałem się wzorowo! Pięknie jadłem, byłem mega grzeczny, ładnie spałem - i tak już zostanie, postanowione!

wtorek, 10 lutego 2009

Urodziny mojej mamy


Było wesoło! Przyjechała ciocia Ola z wujkiem Łukaszem i Pawłem, ciocia Natalia z wujkiem Maćkiem, ciocia Monika z wujkiem Doniem i Oktawianem i wujek Artur. Część urodzin przespałem, ale potem bardzo ładnie się bawiłem z Oktawianem, a raczej obok niego, bo jeszcze nie wiemy jak się to robi wspólnie. Było bardzo wesoło przy robieniu zdjęć, ponieważ włączył się samowyzwalacz i pstrykał nam fotkę za fotką. Na zdjęciach mamy dosyć dziwne miny, a mama to już głośniej śmiać się nie mogła:)

czwartek, 5 lutego 2009

Mam 11 miesięcy


Jestem słodki. Potrafię dużo nowych, fajnych rzeczy. Stoję już całkiem stabilnie przy meblach, czasem jak się zapomnę to nawet bez trzymanki. Odkrywam również, że można się wspinać - podstawiam sobie zatem kosz na pranie i wchodzę na komodę w moim pokoju, wspinaczka po kanapie na ściankę gk również nie jest dla mnie specjalnym problemem.
Zacząłem również odkrywać różne ciekawostki otaczającego mnie świata. Wychodząc na klatkę schodową zawsze coś głośno opowiadam, bo na klatce jakoś inaczej słychać! Bardzo lubię chodzić po schodach. Czasem jak mi się nudzi mama zabiera mnie do naszej sąsiadki, pani Marii - tam biegam po całym mieszkaniu i pokazuję na światełko, żeby mi włączyli, ponieważ bardzo lubię się gapić centralnie w żarówkę. Lubię też stać na oknie i oglądać świat liżąc szybę (mniej wtedy bolą mnie dziąsełka). Z zabawek lubię samochodziki, piłeczkę i książeczki. Nauczyłem się wkładać paluszek do lejka, robić paluszkiem ET z ciocią Natalią i dawać całuski jak mnie ktoś ładnie poprosi.
Zaliczam coraz groźniejsze upadki prosto na głowę. Pierwszy taki zdarzył się w domu, drugi jak byliśmy z rodzicami w odwiedzinach u cioci Karoliny. Dostałem dużą piłę, zacząłem się na niej bujać i odpadłem do tyłu. U cioci Karoliny to się jeszcze poparzyłem, bo chciałem dotknąć halogenka...buu:(
Mam też dwa nowe ząbki - górne jedynki. Pierwszy wyrżnął się 11 lutego, drugi 26... Ciężko mi to idzie, boli i jestem marudny oraz słabo śpię - ale do tego to chyba moja mama zdążyła się już przyzwyczaić - ale się zdziwi, kiedy prześpię noc...pewnie pomyśli, że jestem chory.

poniedziałek, 2 lutego 2009

Na saneczkach


Była piękna pogoda. Tata i dziadek Józio wzieli mnie na sanki. Najpierw ulepiliśmy bałwana (mojego pierwszego w życiu bałwanka), a następnie śmigaliśmy na saniach po okolicy. Tak mi się podobało, że zasnąłem:)

niedziela, 1 lutego 2009

Wesele wuja Toma


Jedziemy do Grotnik na wesele wuja Toma w tradycyjnym składzie, czyli pociągiem ja, mama i babcia Irena, samochodem tatuś. Wyglądam bosko! Rodzice kupili mi piękny gangol i jestem prawdziwy gość. Nie lubię tylko tej lejówki i staram się jej za wszelką cenę pozbyć:)

W kościele jest potrwornie zimno, dlatego nie zostajemy na mszy. Wracamy już po ceremonii, żeby posypać nowożeńców ryżem. Jest bardzo uroczyście, grają kobzy i skrzypce, jest kapela, ludzie w strojach tradycyjnych, przedszkolaki cioci Madzi, strażacy z OSP, gdzie pracuje wuja Tom. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie jazda samochodem na salę. Urządziłem rodzicom prawdziwy cyrk! Podróż trwała wprawdzie dosyć długo, ponieważ jechaliśmy w kolumnie za wozem strażackim i resztą gości, a droga była z przeszkodami (bramki, gaszenie pożaru - bo jak to na wsi ludzie potrafią się bawić), ale po czasie stwierdzam, że jednak przesadziłem. Mama robiła co mogła, już nawet siedziałem z przodu i dalej wrzeszczałem...

Na szczęście na sali zachowywałem się bardzo ładnie. Tańczyłem z rodzicami, oglądałem pokaz tańca towarzyskiego, który bardzo mi się podobał, łowiłem rybki w akwarium, kosztowałem jedzenia weselnego i zasypiałem u mamusi na rękach przy tańcach-przytulańcach (ale jak tylko wchodziła ze mną na schody automatycznie się budziłem). Zasnąłem przed 23 i od tej pory pilnowali mnie dziadki. Wtedy rodzice mieli trochę luzu i wybawili się za wszystkie czasy.

Sto lat nowożeńcom!

poniedziałek, 26 stycznia 2009

Pierwsza krew

Nadejszla wiekopomna chwila, 26 stycznia polała się pierwsza krew. Właziłem po schodach na górę (to ostatnio moje ulubione zajęcie) i minąłem się ze schodem, uderzyłem dziąsełkami w stopień i polała się krew. Płakusiałem mocno. Niestety, im jestem sprawniejszy tym więcej niebezpieczeństw na mnie czyha, ku wielkiej trwodze moich rodziców!

czwartek, 22 stycznia 2009

Dzień Babci i Dziadka

Z okazji Waszego święta składam najlepsze życzenia, przesyłam chrupkowe całusy i piękny uśmiech!

czwartek, 15 stycznia 2009

Ferie w Rudzie



Z początkiem stycznia jedziemy prosto z Kołobrzegu do Rudy. Trasa jest fantastyczna - osobowym do Szczecina, ze Szczecina do Katowic sypialnym - między pociągami prawie 2h przerwy. W osobowym dosłownie się roztapiamy i dostajemy ochrzan za bagaż (dobrze, że konduktor nie wie ile gratów pojechało samochodem z ciocią Kasią, która spędzała Sylwestra nad morzem). Przerwę spędzoną na dworcu spędzam nad wyraz dzielnie, wypijam nawet cały karton kaszki prosto z butelki! W sypialnym jest git, śpię jak zabity.

Docieramy skoro świt do Rudy. Dostaję piękne, gwiazdkowe prezenty - klocki oraz Kubusia Puchatka, którego mocno tulę. W Rudzie spędzamy z mamą dwa tygodnie. Chodzimy na spacery, do cioci Marioli, gdzie bardzo ładnie śpię popołudniami, jedziemy do babci, przychodzą koleżanki mamy i ogólnie jak zawsze dużo się dzieje. Zaprasza nas p. Basia, która została babcią. Po raz pierwszy również wybieram się z dziadkiem Julkiem na sanki - nawet mi się podoba:).
W czasie wizyty w Rudzie nauczyłem się pięknie dawać buziaki - np. babci Uli za każdy łyk herbatki (tej czarnej, mocno słodzonej i z cytrynką) daję pięknego całuska. Babcia pęka z dumy!

Moja mama jest nadal przerażona moją ruchliwością i postanawia zabrać mnie do lekarza, do którego zresztą i ją zabierała babcia, jak była mała. Mama dowiaduje się, że jestem najzdrowszym dzieckiem pod słońcem i że jestem cwaniak nad cwaniaki. Trzeba mi trochę dyscypliny, a mamie od momentu kiedy mnie po raz pierwszy zobaczyła, tak zmiękła rura, że na prawie wszystko mi pozwala, a ja to wykorzystuję:)

Po dwóch tygodniach wraca tata, idziemy do cioci Marioli na placki po węgiersku, a wcześniej odwiedzamy w Gliwicach ciocię Olę, która spodziewa się dzidziusia. Wracamy do Wrocławia w kolumnie z ciocią Natalią i wujkiem Maćkiem.

piątek, 2 stycznia 2009

Sylwester czyli rate my poo


Stało się, w Sylwestra zrobiłem swoją pierwszą w życiu qpkę prosto do nocniczka! Rodzice bardzo się cieszyli, bo to oznacza, że może nie będzie mnie to kosztowało tyle wysiłku co zwykle.

Sylwestra spędzamy bardzo spokojnie. Po południu wybieramy się do Grzybowa, najpierw robimy sobie spacer wzdłuż morza (jest bardzo zimno, nie podoba mi się i mocno płaczę), a następnie idziemy na imprezę urodzinową do Laury. Zasypiam w taksówce i śpię w domku jeszcze dwie godziny. Noc Sylwestrową przesypiam całkiem ładnie, w każdym razie nie budzą mnie żadne fajerwerki. Śpię w najlepsze, a nade mną słyszę rozmowę rodziców, którzy postanowili ze mną spędzić tę noc (co bym się nie wystraszył huku petard).