czwartek, 15 stycznia 2009

Ferie w Rudzie



Z początkiem stycznia jedziemy prosto z Kołobrzegu do Rudy. Trasa jest fantastyczna - osobowym do Szczecina, ze Szczecina do Katowic sypialnym - między pociągami prawie 2h przerwy. W osobowym dosłownie się roztapiamy i dostajemy ochrzan za bagaż (dobrze, że konduktor nie wie ile gratów pojechało samochodem z ciocią Kasią, która spędzała Sylwestra nad morzem). Przerwę spędzoną na dworcu spędzam nad wyraz dzielnie, wypijam nawet cały karton kaszki prosto z butelki! W sypialnym jest git, śpię jak zabity.

Docieramy skoro świt do Rudy. Dostaję piękne, gwiazdkowe prezenty - klocki oraz Kubusia Puchatka, którego mocno tulę. W Rudzie spędzamy z mamą dwa tygodnie. Chodzimy na spacery, do cioci Marioli, gdzie bardzo ładnie śpię popołudniami, jedziemy do babci, przychodzą koleżanki mamy i ogólnie jak zawsze dużo się dzieje. Zaprasza nas p. Basia, która została babcią. Po raz pierwszy również wybieram się z dziadkiem Julkiem na sanki - nawet mi się podoba:).
W czasie wizyty w Rudzie nauczyłem się pięknie dawać buziaki - np. babci Uli za każdy łyk herbatki (tej czarnej, mocno słodzonej i z cytrynką) daję pięknego całuska. Babcia pęka z dumy!

Moja mama jest nadal przerażona moją ruchliwością i postanawia zabrać mnie do lekarza, do którego zresztą i ją zabierała babcia, jak była mała. Mama dowiaduje się, że jestem najzdrowszym dzieckiem pod słońcem i że jestem cwaniak nad cwaniaki. Trzeba mi trochę dyscypliny, a mamie od momentu kiedy mnie po raz pierwszy zobaczyła, tak zmiękła rura, że na prawie wszystko mi pozwala, a ja to wykorzystuję:)

Po dwóch tygodniach wraca tata, idziemy do cioci Marioli na placki po węgiersku, a wcześniej odwiedzamy w Gliwicach ciocię Olę, która spodziewa się dzidziusia. Wracamy do Wrocławia w kolumnie z ciocią Natalią i wujkiem Maćkiem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz