Była piękna pogoda. Tata i dziadek Józio wzieli mnie na sanki. Najpierw ulepiliśmy bałwana (mojego pierwszego w życiu bałwanka), a następnie śmigaliśmy na saniach po okolicy. Tak mi się podobało, że zasnąłem:)
poniedziałek, 2 lutego 2009
niedziela, 1 lutego 2009
Wesele wuja Toma
Jedziemy do Grotnik na wesele wuja Toma w tradycyjnym składzie, czyli pociągiem ja, mama i babcia Irena, samochodem tatuś. Wyglądam bosko! Rodzice kupili mi piękny gangol i jestem prawdziwy gość. Nie lubię tylko tej lejówki i staram się jej za wszelką cenę pozbyć:)
W kościele jest potrwornie zimno, dlatego nie zostajemy na mszy. Wracamy już po ceremonii, żeby posypać nowożeńców ryżem. Jest bardzo uroczyście, grają kobzy i skrzypce, jest kapela, ludzie w strojach tradycyjnych, przedszkolaki cioci Madzi, strażacy z OSP, gdzie pracuje wuja Tom. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie jazda samochodem na salę. Urządziłem rodzicom prawdziwy cyrk! Podróż trwała wprawdzie dosyć długo, ponieważ jechaliśmy w kolumnie za wozem strażackim i resztą gości, a droga była z przeszkodami (bramki, gaszenie pożaru - bo jak to na wsi ludzie potrafią się bawić), ale po czasie stwierdzam, że jednak przesadziłem. Mama robiła co mogła, już nawet siedziałem z przodu i dalej wrzeszczałem...
Na szczęście na sali zachowywałem się bardzo ładnie. Tańczyłem z rodzicami, oglądałem pokaz tańca towarzyskiego, który bardzo mi się podobał, łowiłem rybki w akwarium, kosztowałem jedzenia weselnego i zasypiałem u mamusi na rękach przy tańcach-przytulańcach (ale jak tylko wchodziła ze mną na schody automatycznie się budziłem). Zasnąłem przed 23 i od tej pory pilnowali mnie dziadki. Wtedy rodzice mieli trochę luzu i wybawili się za wszystkie czasy.
Sto lat nowożeńcom!
poniedziałek, 26 stycznia 2009
Pierwsza krew
Nadejszla wiekopomna chwila, 26 stycznia polała się pierwsza krew. Właziłem po schodach na górę (to ostatnio moje ulubione zajęcie) i minąłem się ze schodem, uderzyłem dziąsełkami w stopień i polała się krew. Płakusiałem mocno. Niestety, im jestem sprawniejszy tym więcej niebezpieczeństw na mnie czyha, ku wielkiej trwodze moich rodziców!
czwartek, 22 stycznia 2009
czwartek, 15 stycznia 2009
Ferie w Rudzie


Z początkiem stycznia jedziemy prosto z Kołobrzegu do Rudy. Trasa jest fantastyczna - osobowym do Szczecina, ze Szczecina do Katowic sypialnym - między pociągami prawie 2h przerwy. W osobowym dosłownie się roztapiamy i dostajemy ochrzan za bagaż (dobrze, że konduktor nie wie ile gratów pojechało samochodem z ciocią Kasią, która spędzała Sylwestra nad morzem). Przerwę spędzoną na dworcu spędzam nad wyraz dzielnie, wypijam nawet cały karton kaszki prosto z butelki! W sypialnym jest git, śpię jak zabity.
Docieramy skoro świt do Rudy. Dostaję piękne, gwiazdkowe prezenty - klocki oraz Kubusia Puchatka, którego mocno tulę. W Rudzie spędzamy z mamą dwa tygodnie. Chodzimy na spacery, do cioci Marioli, gdzie bardzo ładnie śpię popołudniami, jedziemy do babci, przychodzą koleżanki mamy i ogólnie jak zawsze dużo się dzieje. Zaprasza nas p. Basia, która została babcią. Po raz pierwszy również wybieram się z dziadkiem Julkiem na sanki - nawet mi się podoba:).
W czasie wizyty w Rudzie nauczyłem się pięknie dawać buziaki - np. babci Uli za każdy łyk herbatki (tej czarnej, mocno słodzonej i z cytrynką) daję pięknego całuska. Babcia pęka z dumy!
Moja mama jest nadal przerażona moją ruchliwością i postanawia zabrać mnie do lekarza, do którego zresztą i ją zabierała babcia, jak była mała. Mama dowiaduje się, że jestem najzdrowszym dzieckiem pod słońcem i że jestem cwaniak nad cwaniaki. Trzeba mi trochę dyscypliny, a mamie od momentu kiedy mnie po raz pierwszy zobaczyła, tak zmiękła rura, że na prawie wszystko mi pozwala, a ja to wykorzystuję:)
Po dwóch tygodniach wraca tata, idziemy do cioci Marioli na placki po węgiersku, a wcześniej odwiedzamy w Gliwicach ciocię Olę, która spodziewa się dzidziusia. Wracamy do Wrocławia w kolumnie z ciocią Natalią i wujkiem Maćkiem.
Docieramy skoro świt do Rudy. Dostaję piękne, gwiazdkowe prezenty - klocki oraz Kubusia Puchatka, którego mocno tulę. W Rudzie spędzamy z mamą dwa tygodnie. Chodzimy na spacery, do cioci Marioli, gdzie bardzo ładnie śpię popołudniami, jedziemy do babci, przychodzą koleżanki mamy i ogólnie jak zawsze dużo się dzieje. Zaprasza nas p. Basia, która została babcią. Po raz pierwszy również wybieram się z dziadkiem Julkiem na sanki - nawet mi się podoba:).
W czasie wizyty w Rudzie nauczyłem się pięknie dawać buziaki - np. babci Uli za każdy łyk herbatki (tej czarnej, mocno słodzonej i z cytrynką) daję pięknego całuska. Babcia pęka z dumy!
Moja mama jest nadal przerażona moją ruchliwością i postanawia zabrać mnie do lekarza, do którego zresztą i ją zabierała babcia, jak była mała. Mama dowiaduje się, że jestem najzdrowszym dzieckiem pod słońcem i że jestem cwaniak nad cwaniaki. Trzeba mi trochę dyscypliny, a mamie od momentu kiedy mnie po raz pierwszy zobaczyła, tak zmiękła rura, że na prawie wszystko mi pozwala, a ja to wykorzystuję:)
Po dwóch tygodniach wraca tata, idziemy do cioci Marioli na placki po węgiersku, a wcześniej odwiedzamy w Gliwicach ciocię Olę, która spodziewa się dzidziusia. Wracamy do Wrocławia w kolumnie z ciocią Natalią i wujkiem Maćkiem.
piątek, 2 stycznia 2009
Sylwester czyli rate my poo
Stało się, w Sylwestra zrobiłem swoją pierwszą w życiu qpkę prosto do nocniczka! Rodzice bardzo się cieszyli, bo to oznacza, że może nie będzie mnie to kosztowało tyle wysiłku co zwykle.
Sylwestra spędzamy bardzo spokojnie. Po południu wybieramy się do Grzybowa, najpierw robimy sobie spacer wzdłuż morza (jest bardzo zimno, nie podoba mi się i mocno płaczę), a następnie idziemy na imprezę urodzinową do Laury. Zasypiam w taksówce i śpię w domku jeszcze dwie godziny. Noc Sylwestrową przesypiam całkiem ładnie, w każdym razie nie budzą mnie żadne fajerwerki. Śpię w najlepsze, a nade mną słyszę rozmowę rodziców, którzy postanowili ze mną spędzić tę noc (co bym się nie wystraszył huku petard).
Sylwestra spędzamy bardzo spokojnie. Po południu wybieramy się do Grzybowa, najpierw robimy sobie spacer wzdłuż morza (jest bardzo zimno, nie podoba mi się i mocno płaczę), a następnie idziemy na imprezę urodzinową do Laury. Zasypiam w taksówce i śpię w domku jeszcze dwie godziny. Noc Sylwestrową przesypiam całkiem ładnie, w każdym razie nie budzą mnie żadne fajerwerki. Śpię w najlepsze, a nade mną słyszę rozmowę rodziców, którzy postanowili ze mną spędzić tę noc (co bym się nie wystraszył huku petard).
sobota, 27 grudnia 2008
Moje pierwsze Święta Bożego Narodzenia
Święta zaczynają się dla nas wyjątkowo 23 grudnia, ponieważ po dwóch tygodniach przyjeżdża do nas tata. Na początku trochę się boję i muszę sobie przypomnieć kto to:) Potem jest bardzo, bardzo fajnie. Przed kąpielą robię tacie "A kuku" biegając jak Pershing wokół mamy. Śmieję się do rozpuku.
Wigilia - pierwszą swoją Wigilię spędzam w gronie rodziców, dziadków z Kołobrzegu, cioci Dany, Beaty, Laury i Robcia. Siedzę ładnie przy stole, bardzo smakuje mi zupa rybna (ulubiona mojego taty). Dostaję nocnik! A dziadkom bardzo podoba się nasz prezent - kalendarz. W Wigilię robię pierwszy krok - idę od fotela do stołu. Parę dni później odkrywam, że świętnym pseudochodzikiem jest kosz na zabawki. Szuram nim po całym domu nabierając niezłej prędkości (prawie jak Audi). W pierwszy dzień świąt idziemy do cioci Boguni i wujka Jasia. Tego dnia robię po raz pierwszy użytek z nocnika sikając do niego! Ale jestem gość, owacjom nie ma końca, dzięki czemu orientuję się, do czego służy i że słusznie postąpiłem.
Drugi dzień świąt spędzamy w domku przed kominkiem. Nudzi mi się, więc włażę na okno. Trudno, co robić...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)